Zacznę od początku.
Był sobie dziewiąty dzień stycznia. Wstałam rano i postanowiłam pojechać do Oszą (Auchan) nigdy tego nie robie gdyż nie lubie tego sklepu, no, ale musiałam coś 'załatwić'. Przechadzałam się sie po sklepowych alejkach z koleżanką. Zaciągneła mnie na dział ksiązek. O zgrozo! To był najgorszy ruch owego dnia (przynajmniej tak mi sie wydawało) Otóż zawsze, kiedy widze ksiązki ogarnia mnie takie miłe uczucie. Wiedziałam, że nie wyjdę ze sklepu bez nowej lektury. Zresztą nie ważne. W kazdym razie tak szłam przez te alejki i zoabczyłam. Lśniący egzemplarz trzeciej częsci tuneli stojący na półce i szeptem mówiący "Izaaa to ja, twój przyjaciel, kup mnie" Poczułam jak w moim organizmie gromadzą się endorfiny. Ale oczywiście jak to ja musiałam coś sknocić. Złapałam za mówiącą do mnie ksiązkę i nagle puf i nie ma. Spadła w jakaś dziwną szczelinę. Myslałam, że sie popłacze :( No, ale co mogłam zrobic? Tak wiem, chyba wyglądałam jak idiotka, a raczej NA PEWNO tak wyglądałam. Jak leżałam na ziemi i swoją cienką rączką wyciągałam egzemplaż grubej ksiązki z pod półki (jak się okazało szczelina za półka łączyła się ze szczeliną pod połką) Udało mi sie. Nie mogłam w to uwierzyć, że miałam ją w rekach, juz drugi raz nie mogłam jej stracić. Pobiegłam z koleżaną do kasy samoobsługowej i czym prędzej zapłaciłam za produkt.
Czas zacząc czytać!
Książeczko, nie gniewaj się. Will poczekaj! Już za chwilę do was wrócę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz